WoW – Watcher of Watches

WoW – Watcher of Watches

Fragment książki · wowbook.pl

Dariusz Chlastawa

Śledztwo I

Zegarek za milion,
który nigdy nie istniał

Moje śledztwo historyczne na temat przełomowego zegarka, którego istnienia nikt ostatecznie nie potwierdził – czyli opowieść o Maurice Lacroix Mémoire 1.

W historii współczesnego zegarmistrzostwa niewiele jest projektów tak ambitnych, tak głośno zapowiadanych i jednocześnie tak całkowicie zapomnianych jak Maurice Lacroix Mémoire 1. Zegarek, który w latach 2007–2008 przedstawiano jako jedno z najważniejszych osiągnięć technicznych nowoczesnej mechaniki, przełomową komplikację jakiej nie stworzyła żadna z wielkich manufaktur, dziś praktycznie nie istnieje – i to nawet w oficjalnej historii marki.

Na stronach producenta nie ma po nim ani jednej wzmianki. Nie figuruje w sekcji heritage, nie pojawia się w osi czasu rozwoju firmy. Dedykowana mu niegdyś domena internetowa, memoire1.ch – jest nieaktywna. Projekt, który miał być przełomem, zniknął w ciszy, został wymazany tak skutecznie jak za czasów stalinowskiej cenzury wymazywano niektóre postaci z rzeczywistości.

A przecież Mémoire 1 nie był efemerycznym konceptem pokazanym na slajdzie. Był projektem aktywnie oferowanym rynkowi. Podczas targów Baselworld 2008 zbierano na niego zamówienia. Podawano precyzyjną cenę 375 000 franków szwajcarskich netto oraz jasno komunikowaną limitację: 20 egzemplarzy. Istniały oficjalne cenniki. Wydrukowano katalogi produktowe. Uruchomiono pełną machinę marketingową.

Mémoire 1 był obecny również poza Bazyleą. Także i w Polsce – w oficjalnym salonie OCDC w Warszawie – sam miałem okazję oglądać ministoisko poświęcone wyłącznie temu zegarkowi. Towarzyszył mu monitor z firmowym filmem. Zegarka nie było – ale był obraz. Była narracja. Było poczucie obcowania z czymś absolutnie wyjątkowym.

Mémoire 1 miał wprowadzić do zegarmistrzostwa coś, co dotąd pozostawało domeną elektroniki – mechaniczną pamięć.

Idea, którą sprzedawano, była rzeczywiście fascynująca. Mémoire 1 miał wprowadzić do zegarmistrzostwa mechaniczną pamięć – nie tylko bieżącego stanu, ale i działania niezależnie od aktualnego trybu wskazań. Jedna para wskazówek miała wskazywać albo aktualny czas, albo pomiar chronografu. W tle, niewidoczny dla użytkownika, mechanizm miał nieprzerwanie zliczać oba procesy.

W świecie mechaniki była to koncepcja na granicy wykonalności. To nie była zwykła komplikacja. To była próba zbudowania mechanicznego „mózgu". Deklarowany kaliber ML 128 to ponad 530 elementów, mikrorotor z wolframu, czterodniowa rezerwa chodu – skala ambicji, jakiej nie miał ani Patek Philippe, ani Vacheron Constantin, Audemars Piguet czy Jaeger-LeCoultre.

Na Baselworld 2007 wybrana grupa dziennikarzy obejrzała film „Can a mechanism remember?". Następnie zegarek wyłonił się w szklanej gablocie… i niemal natychmiast zniknął. Nie było możliwości przyjrzenia się mu z bliska. Był spektakl, nie demonstracja.

Rok później, na Baselworld 2008, sytuacja się powtórzyła. Europa Star zanotowała zdanie, które dziś brzmi jak mimowolne świadectwo problemu:

„Hardly is there time to lean over and look more closely at it than the case disappears again back into the table."

Nie przeszkadzało to jednak ani w zbieraniu zamówień, ani podaniu terminów dostawy, ani nie zachwiało oficjalnym przekazem. Był to też niezły pretekst do 30-procentowej podwyżki cen całej kolekcji. W 2008 obrót roczny firmy wynosił ok. 80–90 mln CHF, a 20 egzemplarzy po 375 000 CHF to dodatkowe 7,5 mln – pokusa nie do odrzucenia.

Momentem przełomowym okazało się otwarcie pierwszego flagowego butiku w Kuala Lumpur pod koniec 2008 roku – kiedy zamawiane egzemplarze miały już trafiać do klientów. Tam zegarek trafił w ręce gości i właśnie wtedy pojawiły się relacje, które nie pozostawiają wiele miejsca na interpretację.

„The real thing… err… minus a working movement."

Te świadectwa są kluczowe. Pokazują, że nawet kilka miesięcy po oficjalnej premierze firma nie dysponowała ani jednym działającym egzemplarzem. Nie istniał nawet prototyp realizujący obiecywane funkcje.

Skontaktowałem się z czołowymi dziennikarzami branżowymi. Odpowiedziały mi cztery osoby. Żadna nie potwierdziła, że widziała w pełni funkcjonalny prototyp. Wysłałem zapytania do Maurice Lacroix i do organizatorów GPHG. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Ani potwierdzenia, ani zaprzeczenia, ani komentarza.

Bo jeśli projekt był rzeczywiście „przełomowy", jeśli miał definiować nową epokę mechaniki – dlaczego dziś nie ma po nim śladu? Dlaczego producent nie chce odnieść się do własnej historii?

Najbardziej prawdopodobna odpowiedź: Mémoire 1 był projektem ambitnym do tego stopnia, że przekroczył możliwości industrializacji. Był zapewne po prostu niewykonalny – ale nikt się do tego nie przyznał i brnięto ślepo w narrację marketingu.

Ta cisza jest faktem historycznym.

Mémoire 1 nie jest zegarkiem, który nigdy nie istniał. Jest projektem, który istniał na papierze, na filmie – ale nie w rzeczywistości. Jednym z najbardziej fascynujących duchów współczesnej horologii. Dowodem na to, że w zegarmistrzostwie, podobnie jak w micie o Ikarze, można polecieć zbyt wysoko i równie szybko runąć na ziemię.

A cisza, która po nim została, mówi dziś więcej niż wszystkie dawne zapowiedzi.

Ciąg dalszy nastąpi…